W poszukiwaniu tajskiej kawy

W listopadzie wybraliśmy się do Tajlandii.
W pierwszej kolejności skierowaliśmy nasze kroki na północ gdyż tam, wysoko w górach,
hodowana jest kawa .
Zamieszkaliśmy w miejscowości Mae Rim – nieopodal miasta Chiang May.
Mieliśmy ogromne szczęście gdyż trafiliśmy na Jacka – przemiłego kierowcę, który jak tylko
wspomnieliśmy o kawie od razu wiedział o co chodzi.
Zorganizował lokalnego przewodnika i rano ruszyliśmy w drogę.
Poletka kawowe znajdują się na terenie Parku Narodowego Doi Sutep – Pui.
Doi Pui to najwyższy punkt w tym miejscu (1685n.p.m.).
Dotarcie tam nadszarpnęło poważnie nasze nerwy ponieważ pięliśmy się po wąskich,
błotnistych i urywających się w przepaść leśnych drogach.Bez napędu na 4 koła nie byłoby
szans.
Na szczęście oprócz pracującego spychacza nie musieliśmy mijać żadnego pojazdu (spychacz,
na swoich wielkich kołach, przykleił się do gąszczu drzew tym samym robiąc nam miejsce na
drodze).
Zatrzymaliśmy się w końcu pełni nadziei, że to koniec naszej podróży samochodem ale
okazało się, że to tylko przystanek, na którym dosiadł się do nas przewodnik – pracownik
tegoż Parku.
Na szczęście tym razem był to krótki odcinek drogi.
Zatrzymaliśmy się przy malutkiej kawiarence gdzieś na końcu świata.
Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to uprawa truskawek (widać w Tajlandii na tej wysokości
świetnie się udają).
Poletka kawy pochowane były z tyłu chat, zaraz przy tropikalnym lesie.
W kawiarence mogliśmy popróbować lokalnej kawy.
Jest to Arabica ale jaki szczep to nijak nie mogliśmy ustalić (bariera językowa była nie do
pokonania).
Zbierana, oczywiście, najstarszą metodą świata czyli ręcznie przez miejscowych gospodarzy.
Przecudne widoki i świeże, górskie powietrze sprawiły, że smakowała wyśmienicie.
Miała wspaniały smak prawdziwej, gorzkiej czekolady z lekkim cytrusowym posmakiem.
W tym rejonie nie widzieliśmy wielkich plantacji ani żadnego ”przemysłu kawowego”
W większości były to małe przydomowe poletka.
Między chatami stały duże ławy na których, na słońcu, suszyły się zielone ziarna kawy.
Każdego domostwa z poletkiem „strzegł” uwiązany za łapę do płotu kogut.

Wszystko natomiast otaczał bujny i zielony las pierwotny ze wspaniałymi, wielkimi drzewami,
często o dziwnych kształtach i z różnymi tropikalnymi żyjątkami.
Niestety nie udało nam się dowiedzieć czy miejscowi hodują tę kawę tylko dla siebie czy też
oddają ją do jakiś „skupów”.